Dlaczego przyszłość należy do własnych community

Dlaczego przyszłość należy do własnych community

Przez ponad trzy lata na tej stronie było cicho. Pochłonął mnie świat social mediów — to tam byłam obecna, to tam budowałam zasięgi, relacje i swoją pozycję. Do zeszłego tygodnia.

Kiedy w 2021 roku zaczynałam swoją przygodę z findomem na X (wtedy jeszcze Twitterze), ten fragment internetu wyglądał zupełnie inaczej. Panowało wrażenie pełnej swobody wypowiedzi. Im ostrzejszy, bardziej dominacyjny ton, tym więcej „piesków” pojawiało się w moich wiadomościach prywatnych. Algorytm sprzyjał bezkompromisowości, a granice wydawały się odległe i czysto teoretyczne.

Wpadłam w intensywny, niemal euforyczny wir — bez refleksji nad konsekwencjami, bo tych po prostu wtedy nie było. Funkcjonowałam w swojej bańce, czując się pewnie, bezpiecznie, wręcz nietykalnie. Dziś wiem, jak złudne było to poczucie.

W tym czasie social media zmieniły się diametralnie — szczególnie dla sex workerek, twórczyń femdomowych i kobiet działających na styku erotyki, edukacji i relacji władzy. Przestrzeń, która kiedyś dawała względną swobodę, zaczęła się systematycznie kurczyć. Czasem gwałtownie, czasem po cichu. Ale zawsze w tym samym kierunku.

Dziś platformy pilnują już nie tylko „treści”. Pilnują intencji. Algorytmy i automatyczna moderacja są szkolone tak, by wychwytywać próby sprzedaży usług seksualnych — nawet pośrednio. To oznacza jedno:
Twoje posty nie mogą mieć już klarownego wydźwięku „płać”. Nawet jeśli nie sprzedajesz nic bezpośrednio.

Zdjęcia z batem, pejczem czy akcesoriami BDSM coraz częściej trafiają do kategorii Weapons albo dangerous behavior. Estetyka, która przez lata była czytelnym kodem femdom, dziś bywa interpretowana jako zagrożenie. Kontekst przestaje mieć znaczenie.

Lista tzw. czarnych hashtagów i słów kluczowych rośnie niemal codziennie. Co więcej — algorytmy uczą się także emotikonów. Symbole charakterystyczne dla femdom i findom zaczynają triggerować ograniczenia zasięgu, nawet jeśli cały tekst jest neutralny. To dlatego wszystko musi być „family friendly”, wygładzone, niedopowiedziane. I nawet wtedy — nie ma gwarancji.

Shadowbany. Ograniczenia widoczności. Zawieszane konta. Brak realnych wyjaśnień. Brak dialogu. I nie — to nie dotyczy jednej platformy. To nie jest „problem X” czy „problem Instagrama”. To proces obejmujący wszystkie duże portale, niezależnie od ich marketingowych deklaracji.

Powód jest prosty. Social media stały się produktami zależnymi od reklamodawców, banków i operatorów płatności. A w tym świecie erotyka — nawet prowadzona etycznie, świadomie i consensualnie — zawsze będzie postrzegana jako ryzyko wizerunkowe.

Dlatego coraz wyraźniej widać jedno: przyszłość nie należy do kolejnego feedu. Przyszłość należy do własnych community.

Do miejsc, w których nie decyduje algorytm, zasady są jasne, moderacja jest ludzka, a relacje ważniejsze niż zasięgi. Do przestrzeni, w których nie musisz się zastanawiać, czy użyta emotka obetnie Ci widoczność.

Alpha Female Club powstał jako świadoma odpowiedź na te zmiany. Jako bezpieczna przestrzeń dla domin komercyjnych i content creatorek. Jako community, a nie profil zależny od humoru algorytmu, czy ustawodawców.

Nie odcinam się od social mediów.
Po prostu przestaję budować na nich fundamenty swojej kariery.

Bo jeśli ostatnie lata czegoś mnie nauczyły, to tego, że kto nie ma własnego miejsca, ten zawsze jest tylko gościem.

 

Cropped lady sith logo.png

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *